Fotoalbum Rodziny Feldmanów  Franciszka Feldman  Rodzina Feldmanów   Protoplasta Feldmanów  Protoplasta Milli   Feldman-tree  Feldman-pdf Milli-pdf   Marianna Milli   Drzewo Genealogiczne,   Poszukiwanie przodków Milli Historia Kuryłówki   Forum Historia Leżajska Austro-Węgry Forum  Przodkowie ck armii FAHNEN   Żołnierze CK Armii - Uczestnicy I wojny Światowej związani z Leżajskiem   Szczepkowscy   Uczestnicy I WW    Liber Natorum Dornbach Kuryłówka   116 lat temu urodził się mój dziadek Julian Feldman  Dziadek Julian  Jarosław. Śladami ck armii    Wywód przodków linii macierzystej 9 maja - Obchody 70. rocznicy Bitwy pod Kuryłówką  Bitwa pod Kuryłówką 6-8 maja  1945 Obchody 70. rocznicy Bitwy pod Kuryłówką. Konferencja popularno-naukowa   8 maja - kartka z kalendarza 70. rocznica zamordowania Janiny Oleszkiewicz-Przysiężniak   Oleszkiewicz Franciszek (1884-1955)   Genealogia Rodziny na tle historii regionu    Janina Stankiewicz z d. Feldman (*10.05.1924-†4.11.2015)                                                      Powrót do strony głównej  


Poznajemy nowych przyjaciół, cieszymy się bliskimi, ale tak naprawdę, brakuje nam tych, którzy odeszli                                                  


Dziadek Julian Feldman (1900-1984)

Julian Feldman Julian Feldman s.Józefa i Marianny Milli. (ur. 8.02.1900 r.; zm. 23.XII.1984 r.) Urodził się w Kuryłówce, w rodzinie osadników, którzy przybyli w ramach kolonizacji józefińskiej prawdopodobnie z terenów Austrii.

Wiara: rzymsko-kat. Kolonizacja niemiecka zapoczątkowana na szerszą skalę w 1781 roku w Galicji, zapoczątkowana za Marii Teresy, a potem intensywnie realizowana przez Józefa II, miała być środkiem do wzmocnienia potęgi gospodarczej, finansowej i militarnej państwa.

Od Dokumenty genealogiczne

 

Od Dokumenty genealogiczne

 

Od Dokumenty genealogiczne

 

Od Dokumenty genealogiczne

 

Od Dokumenty genealogiczne

 

RODZICE I RODZEŃSTWO JULIANA

Ojciec Józef był kowalem w Kuryłówce. Tu gdzie stoi obecny dom, była kiedyś kuźnia. Kuźnia Horsta stała na Górce. Dom stał w miejscu, gdzie była wybudowana stajnia. Józef był synem Adama i Marii Andres. Maria Andres córka Józefa Andresa i Katarzyny z Hausnerów urodziła się ok. 1839 roku zmarła 15 marca 1886 r mając 47 lat. Miała dwóch mężów. Po śmierci Adama poślubiła Filipa Horsta. Z Adamem oprócz Józefa miała jeszcze córkę Annę Feldman, zaś z Filipem Horstem miała syna Jana i Kasię. Gospodarstwo graniczyło z murowaną parochialną cerkwią, wybudowaną w 1895 roku, w miejsce starej, drewnianej.

Matka Juliana, Marianna z  d. Milli   [*ur. 17.X 1867  zm. 27.IV.1944 r], była córką Adama Milli i Małgorzaty Schősser (zmarła w wieku 37 lat, córka Franciszka Schőssera i Christiny Hasner). Niewiele wiem o rodzicach Marianny. Kiedy zmarli jej rodzice, Schőnborn sprzedał ich majątek w Wólce Sokołowskiej i wziął ją i jej siostrę Katarzynę oraz Małgosię na wychowanie. Siostrą cioteczną prababki Marianny była Maria Szczepkowska, z d. Milli [*22 X 1874 †31 I 1952]. Maria Szczepkowska była córką Johana Milli, żoną Kazimierza Szczepkowskiego. Mieszkała w Tarnawcu (Dornbach). Maria Szczepkowska miała 3 córki: Eleonora Kazimiera (Lorka) Szczepkowska- Absolwentka Państwowego Gimnazjum i Liceum im. B. Chrobrego w Leżajsku. Rocznik 1938/39. Wielka miłość R. Groegera. Z tego powodu obydwoje mieli problemy w szkole, obydwoje nie zdali matury. Wyszła za mąż za Emila Turka. Kiedy urodziło im się pierwsze dziecko Feldmanowie, Stankiewiczowie, Niemcowie byli na chrzcinach. Była nauczycielką w Kuryłówce, potem w Woli Zarczyckiej. Po rozwodzie zmieniła nazwisko na Tarnawska. Ma 3 synów mieszkających obecnie w USA. To oni zafundowali grobowce Marii Szczepkowskiej z d. Milli, Kazimierzowi-dziadkowi i ciotce Zofii. Wszyscy pochowani są na cmentarzu w Tarnawcu v. Kuryłowce.  Drugą córką była Zosia-stara panna, która mieszkała w Tarnawcu, trzecią, dużo starsza Czesława (Sławka), żona Tadeusza Paczyńskiego. Kazimierz Szczepkowski był naczelnikiem poczty w Kuryłówce.

       

Marianna Milli poślubiła młodo, bo w wieku 16 lat Józefa Feldmana, wyszła za mąż w 1883 roku. Mieszkali w Kuryłówce 235. Urodziła 7 dzieci: Helena Lizia, Ania, Adam Franciszek, Julian, Michał i Elżbieta Weronika i Jan.

Chociaż matka szwargotała po niemiecku, Julian nie znał niemieckiego. Albo nie chciał znać. Czuł się Polakiem.  

Chodził z Franką, swoją przyszłą żoną do jednej klasy, chodził do niej „po odpisy”, bowiem Franka bardzo dobrze się uczyła.

8 stycznia 1910 roku zmarł mu ojciec Józef Feldman. Był kowalem w Kuryłówce. Zmarł w wieku 45 lat na gruźlicę. Pochowany w Kuryłówce, nie znane jest miejsce pochówka Józefa. W zapisach kościelnych figuruje ks. Julian Krzyżanowski, który pochował Józefa.

Zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żony Zofii wieczorem 28 czerwca 1914 roku, nie wróżyło we wsi katastroficznych następstw. Piękna pogoda zapowiadała obfity urodzaj, przygotowywano się do żniw. W społeczeństwie panował dobry nastrój i nikt się nie przejmował pertraktacjami między Austro-Węgrami a Serbią. Dopiero ogłoszenie przez Rosję 29 lipca powszechnej mobilizacji, oraz wypowiedzenie Rosji wojny przez Niemcy, wywołało popłoch. 31 sierpnia w całej monarchii habsburskiej powołano do armii mężczyzn w wieku 21 do 37 roku. Wojna z Rosją zdziesiątkowała naród. Ludzie poznali grozę. Płonęły miasta i wioski. Resztki żołnierzy z pierwszego zaciągu, zastąpiono rekrutami drugiego poboru w październiku 1914 roku. Rosjanom udało się podbić austriacką armię. Od listopada do 24 maja 1915 r tutejsze tereny okupowali Rosjanie. W 1917 roku poborem objęto chłopców siedemnastoletnich, chorych, ułomnych. Austro-Węgry musiały obsadzić nowe fronty- włoski i rumuński. Walczącym mocarstwom potrzebne były coraz to nowe rzesze żołnierzy. Dla zaborcy nie było się człowiekiem, ale mięsem armatnim. Dla Polaków służących w austrowęgierskim wojsku nie była to wojna o wolną Polskę. A jednak dzięki uporowi ludzi, których nazwiska zapisała historia i dzięki milionom bezimiennych wolność zbliżała się nieoczekiwanie.

Ponieważ mój dziadek miał wówczas 17 lat, sądzę, że dopiero wtedy zmobilizowano go do wojska. Walczył we Włoszech. Na bagnach nad Piawą, (rzeką w północno-wschodnich Włoszech), zachorował na "malarię". Podczas I wojny światowej, do października 1918, Piawa była główną linią włoskiej obrony przed Austriakami. Jako ciekawostkę podam, że Ks. Angelo Giuseppe Roncalli, (późniejszy papież Jan XXIII – wybrany 28 października 1958 r.) w czasie I wojny światowej był na froncie jako kapelan, też nad Piawą, gdzie posługiwał w szpitalu, przebywał również wśród żołnierzy walczących na pierwszej linii frontu. Jak wspominali naoczni świadkowie, chodził między żołnierzami w deszczu i błocie, w pokrwawionej sutannie, niosąc pomoc i ulgę rannym.

Po powstrzymaniu natarcia wojsk austro-węgierskich nad rzeką Piawą, 24 października 1918 Włosi rozpoczęli ofensywę w kierunku na Triest. Niewiele starszy, bo o rok kolega dziadka Juliana - Wojciech Abramek, chrześniak mojej prababki Marianny też walczył na froncie włoskim. Nie miał tyle szczęścia co dziadek, czy Józef Kosiarski. Zginął 26 stycznia 1918 roku. W Księgach kościelnych pozostał zapis o jego tragicznej śmierci. Wśród kolegów dziadka wymienić można jeszcze innych bohaterów wojennych z okresu I wojny światowej. To Franciszek Borek legionista, Jan Krach, Michał Podobiński Józef Ćwikła (wnuk mojego 3x pradziadka Błażeja Ćwikły), Tomasz Rup ur 5 I 1899 w Kuryłówce, który też zginął na froncie włoskim 4 VII 1918 roku.

Julian powrócił z frontu, leżał w szpitalu w Jarosławiu. Po przebytej chorobie, zaczął łysieć.
Józef Kosiarski, który też walczył nad Piawą został ranny.  10 grudnia 1918 roku, o 6 rano we dwóch z kolegą trzymali wartę. Podczas ataku samolotu, jedna bomba eksplodowała, Józefa przewieziono do Triestu i tam w szpitalu amputowano mu nogę. Potem przewieziono go do Wiednia, następnie do Krakowa celem dalszego leczenia.stracił nogę, cud, że przeżył i dożył sędziwego wieku, zmarł mając dziewięćdziesiąt parę lat.

Służbę wojskową w CK Armii Austriackiej odbył w Wiedniu kuzyn dziadka Franciszek Feldman z Niska. Pracował tam, jako wartownik Cesarskiej Pralni czy Kuchni (przez 3 lata), następnie przez 2 lata jako adiunkt u kapitana Gwardii Cesarskiej w Wiedniu. Przed wojną pracował w tartaku hr. Marii i Oliwiera Ressequierów w Nisku. Po służbie wojskowej przybył do Niska, postawił dom drewniany, pracując nadal w tartaku, aż do emerytury.

Polacy śnili o wolnej, niepodległej Polsce. 11 listopada 1918 roku ich marzenia się spełniły, stali się obywatelami zmartwychwstałej Polski, po 123 latach niewoli.

    Kojarzenie małżeństw między kolonistami a miejscową ludnością było niezwykle rzadkie i z pewnością bardzo utrudnione. Małżeństwa z Polakami zawierano w koloniach w wyjątkowych przypadkach, choć najwcześniej przełamywać je zaczęto w Dornbachu. Częściej natomiast dochodziło do małżeństw kolonistów z Polkami, zwłaszcza w przypadku, gdy nowożeniec przechodził na stałe do domu rodziców małżonki. Ku niezadowoleniu rodziców, Julian popełnił „mezalians” i poślubił Franciszkę – Polkę, 21 maja 1923 r. Nie wyprowadził się jednak z domu. Franciszka zamieszkała pod jednym dachem z teściową. Nie miała z nią lekkiego życia, bowiem Maria była zaborczą, despotyczną kobietą.

Po roku, 10 maja 1924 roku urodziła im się córka Janina. Była oczkiem w głowie swojej babci.

Cztery lata później, 24 października córka Maria. Babka Ludwika Zawadowicz była akuszerką podczas bardzo ciężkiego porodu. Marysia, zaraz po urodzeniu zachorowała, ochrzczono ją pierwszego lub drugiego listopada. Franciszek Oleszkiewicz i Katarzyna Skiba (matka Julka Skiby) byli jej  chrzestnymi.

  Rodzina Feldmanów 

Obydwie córki, po 6-letniej szkole podstawowej kontynuowały naukę w gimnazjum w Leżajsku. Do szkoły chodziły pieszo (7 km), przeprawiając się przez rzekę San łódką lub promem. Przeprawa była bardzo niebezpieczna, zwłaszcza wiosną, kiedy na rzece były ogromne kry. Marysia, zimą mieszkała u  Leśniakowej, Zimmermanów, Więcławów, trochę u Cyryla Kroty, trochę na stancji u Tadeusza Chmury na Sanowej.

Babcia Franciszka Feldman uczyła się krawiectwa w Leżajsku, u pani Krotowej. Po śmierci pani Krotowej, babcia Franka zaopiekowała się jej synem Cyrylem. Mieszkał u Feldmanów, wychowywał się razem z Janią i Marysią. Traktowano go, jak syna. Do babci zwracał się  "mamo".

 Feldmanowie przyjaźnili się z Rodziną Oleszkiewiczów, dziadek Julian pomagał im w sklepie, Przyjaźnili się  także z Pawliszkami, Józefem Szczęsnym, Julkiem Skibą i Werflami z Brzyskiej Woli.

Przed wojną Julian należał do Towarzystwa Szkoły Ludowej. Do TSL-u należeli również: Kazimierz Szczepkowski (naczelnik poczty), Fus wraz z żoną Pauliną z d. Hausner, Pawliszek, Józef Szczęsny, Franciszek Oleszkiewicz, Bielak, Mokrzycki, Franciszek Góral, Antek Bucior, Wrońska (nauczycielka), Kostek (ojciec Milka i Bronka), Jasiek Skiba „Gruszka”, Piotr Krupa, Nowak, Błoński, Krach i inni.

Już na miesiąc przed II wojną, rozpoczęły się przygotowania do wojny. Ludzie z Obrony Narodowej zostali zwołani do Leżajska, potem pojechali w okolice Dukli, gdzie przydzielano im zadania. Z Kuryłówki mieli jechać sami starzy mężczyźni, m. in. mój 39. letni dziadek, Janek Ćwikła ojciec Marii Federkiewiczowej, Walerki Zawadowiczowej. Jan był nawet starszy od dziadka, bo z 23 maja 1899 roku. Jan to kuzyn Babci Franki, mieli wspólnego przodka Błażeja Ćwikłe. Do wojska wcielono również Kycię Stacha, Kazika Pyćko, Gondka Michała,.. . Miał też jechać Gienka Borka ojciec Michał rówieśnik Dziadka z 1900 roku, ale tuż przed wojną spaliła mu się drewniana chałupa, i to go ocaliło przed mobilizacją do wojska.  Z leżajska był Mazurkiewicz-ojciec Władki Góralowej, Antoni Mendyk (ojciec mojego szkolnego kolegi Andrzeja), Dudziński z Podzwierzyńca, Karasiński wszyscy byli w Obronie Narodowej z dziadkiem. Także Szpatz.

Mój dziadek był wysokim, przystojnym mężczyzną. Kiedy w sierpniu 39 roku, został wezwany do wojska, musiano mu szyć specjalnie na miarę mundur, bo nie było dla niego rozmiaru. Miał trudności w dopasowaniu butów dla siebie, bowiem nosił czterdziesty szósty numer. W dzisiejszych czasach, to nic dziwnego, ale w tamtych czasach, mało było mężczyzn "słusznego" wzrostu. Po miesiącu przygotowań stacjonowali przez cały tydzień u Góraka. Tam była kuźnia. Dziadek objął stanowisko szefa kuchni, przydzielono mu 4 kucharzy. Kiedy mama odwiedzała go, widziała jak kucharze strugają ziemniaki, gotują posiłki dla wojska.

Pozwolono żołnierzom wrócić na tydzień do domu, ale musieli być w pełnej gotowości, czekali tylko na sygnał.

Ostatnia niedziela sierpnia. W niedziele wezwano ich do Leżajska, spotkanie odbyło się w Domu Narodowym, babcia zawiozła dziadka furmanką, konie zostawiła jak zawsze u Potascherów w zajeździe. Potascherowie prowadzili knajpę w Leżajsku i byli doskonale zorientowani w sytuacji politycznej, uświadomili babcię, że wojna wisi na włosku, pociągi -wagony stoją na stacji, czekają tylko na sygnał. Dziadek wrócił z babcią do domu furmanką, zdążyli zjeść obiad i może po 2 -3 godzinach dostali sygnał do powrotu. Zgromadzili się na rynku, siedzieli już na furmankach, kiedy tuż przed wyjazdem nadleciały samoloty. Przeraźliwy dźwięk, niesamowita panika. Na rynku zgromadzonych był mnóstwo ludzi, jak na 1 maja. U Oleszkiewiczów w tym czasie towarzystwo balowało w piwiarni u Oleszkiewicza. Odbywały się poprawiny Emilii Skiby i Michała Macha (rodziców Ceśki Machowej, a siostry Franka Skiby). Dzień wcześniej mieli wesele.

Na czwartek 31 sierpnia 1939 roku Prezydent Rzeczpospolitej Polski ogłosił mobilizację powszechną powołując do czynnej służby wojskowej wszystkich bez względu na wiek, kategorię zdrowia, rodzaj broni (służby).

We wrześniu 1939 r. okolice Kuryłówki były terenem walk oddziałów Armii "Kraków" z jednostkami Wehrmachtu. Szczęśliwie dla mieszkańców nie spowodowały one większych strat. 13 września 39. na 4 dni przed napaścią Rosji na Polskę wysadzono 3-letni betonowy most na Sanie w Starym Mieście. Most budowało WP, uroczyste otwarcie mostu odbyło się 21 marca 1936 roku. Duży wkład w budowę mostu włożył Franciszek Uhniat, który w latach 20. -30. XX w. był dyrektorem Departamentu Finansowego Ministerstwa Komunikacji w Warszawie.

Kiedy oddziały niemieckie uroczyście witano przez delegacje nacjonalistów ukraińskich w Kuryłówce, a wójtem Gminy zostaje Julian  Kahl, sekretarzem Adolf Schőnborn, dziadka nie było w tym czasie w Kuryłówce. Pojechał na wojnę. Zaraz w pierwszym dniu wojny, podczas pierwszej bitwy, jaka się rozegrała za Duklą, zginął ich kapitan od kuli – przystojny bardzo. Mama go znała, bo widziała go podczas przygotowań u Góraka w Leżajsku.  Ćwikła Janek był jego adiutantem.

Wojska dotarły pod samą granicę węgierską. Tam Moskale okradli stacjonujące wojska, skradziono im kotły, garnki, naczynia. Flak, który prowadził „Strzelca” w Kuryłówce, spotkał się z żoną, postanowił uciec z wojska, namówił dziadka by razem wracali do domu. Pod Borysławiem, czy Stryjem dostali się do niewoli. Moskale ich przejęli i oddali ich Niemcom. Niemcy gnali ich do Przeworska w X 1939 roku. Tam było pełno żołnierzy, mieli ich wywieźć do obozu, ktoś z Grodziska obmyślił ucieczkę, wyskoczyli z więzienia, uciekali przez pola do Grodziska. Musieli ciągle się ukrywać. Okolica była terenem szczególnie niebezpiecznym, w którym ustawicznie wrzała walka, dokonywały się egzekucje, pacyfikacje ludności, napady zbrojne. W Grodzisku zamienił wojskowy mundur na chłopskie łachmany i przedostał się do Wierzawic do Julka Horsta. Julek przeprowadził go przez San, do Tarnawca, a potem do ciotki Horstowej. Gienka zawiadomiła babcię, że dziadek uciekł z wojska i w tej chwili jest u nich w domu. Odtąd ukrywał się. Szymborn Adam, kiedy uciekał z wojska to go złapali i dostał się do lagru, siedział 2 czy 3 lata.

Babcia 3 razy jechała na komisję, która rekwirowała konie, I raz komisja była koło Firlów, ale samoloty nadleciały, wszyscy uciekli, nie zdążyli zabrać ludziom koni,  II raz na targowicy był spęd, ale też nalot samolotów rozpędził i babcia uciekła, zostawiła kurtkę na dyszlu, konia złapała i uciekła do domu. III nabór był w Krzeszowie, nasza klacz Kara była piękna, Żydzi dawali dziadkowi dużo pieniędzy, za potomstwo od tej Kary.

Córka Janina, działała jako łączniczka, sanitariuszka pod pseudonimem "Leszczyna" w Narodowej Organizacji Wojskowej AK. Wspólnie z Albiną Ćwikłową, Albiną Skoczylasową, Janką Oleszkiewiczową, Julką Kuszaj, Janiną Czajką i Łuszczakową zostały zaprzysiężone w domu u Bielaka w Kuryłówce. W czasie wojny przeżyła tragiczną śmierć swojej przyjaciółki Janki Oleszkiewiczowej, zastrzelonej 6 maja 1945 r przez UB. Pochowano ją na cmentarzu w Tarnawcu, jak wiele innych ofiar ostatnich dni wojennych.

Wydawało się, że z wkroczeniem Armii Czerwonej w lipcu 1944 roku wojna zbuża się ku końcowi. Ale nie dla mieszkańców Kuryłówki. Kierunek wyznaczały 3 władze, które w tym czasie, a właściwie już od lipca 1944 roku zaczęły się krystalizować, z jednej strony to była władza sowiecka, z drugiej strony polskie podziemie, które  ujawniło swoje struktury, a z trzeciej delegatura PKWN, która przybyła z Lublina.

Ukraińcy szykowali się do repatriacji. Tu za Niemców było im bardzo dobrze, zajmowali wszystkie stanowiska w urzędach, wcale nie mieli ochoty zostawiać majątków i wyjeżdżać z Polski w nieznane. W Krzeszowie stacjonował sztab ewakuacyjny, który organizował wyjazd Ukraińców z Polski. W Kulnie znajdował się punkt przesiedleńczy dla Ukraińców. Przed opuszczeniem kraju, postanowili zemścić się na Polakach. Ściągnęli do pomocy żołnierzy armii radzieckiej, kałmuków, NKWDistów, by jeszcze przed wyjazdem wyrównać porachunki z mieszkańcami, oddziałami partyzanckimi "Ojca Jana", "Majki", "Wołyniaka", "Radwana"

Żołnierze AK chcieli walczyć z komuną, a nie wstępować w jej szeregi. Uciekinierzy WP zaczęli zasilać leśne oddziały partyzanckie. Oddział "Wołyniaka" powiększył się z 40 do stu pięćdziesięciu kilku osób. Byli wśród nich uciekinierzy z więziennych wagonów wojskowych, dezerterzy z lubaczowskiego garnizonu, chłopi okolicznych wiosek. Komendantem miejscowej placówki był Milek Kostek ps. "Maciek". Szeregi zasilali m.in. Franciszek Gagosz, Stanisław Matusz, Julek Matusz, Julek Czarniecki, Binek Michlewski, Stanisław Czapla, Michał Gondek, Julek Makara. Chłopi zaopatrzeni w broń brali udział w bitwie między Armią Czerwoną, a zjednoczonymi oddziałami leśnymi.

I tak 19 marca 1945 r miejscowi Ukraińcy z pomocą żołnierzy radzieckich spalili wiele domostw w Kuryłówce. Na polach między Kulną a Kuryłówką podczas bitwy, która przebiegała jak na froncie wojennym zastrzelono ok. 40 Moskali. Ukraińcy buszowali po domach, okradając mieszkańców, ominęli jednak dom Feldmanów, bo u nich na drzwiach napisane było ‘Uwaga! Tyfus!’ Córka Janina chorowała wtedy na świnkę.

W Niedzielę Palmową do Kuryłówki wpadli ubowcy z resortu z Biłgoraja w poszukiwaniu partyzantów, ich szefa Ojca Jana i jego żony Janiny. Postrzelili Łukasza Buciora.

31 marca 1945 roku w została zamordowana z rąk ubowców z tzw. Resortu zginęła Janka Oleszkiewicz. Była córką serdecznego przyjaciela Franciszka Oleszkiewicza, przyjaciółką córki Juliana, żoną Franciszka Przysiężniaka przywódcy Oddziału Partyzanckiego "Ojca Jana" i przede wszystkim niedoszłą matką. Nosiła w łonie od 7 miesięcy dziecko. A partyzanci w tym czasie, jako, że była to Wielka Sobota spowiadali się w tarnawieckim kościele. W Poniedziałek Wielkanocny pochowano ją z honorami. Przybyli partyzanci z wielu oddziałów, umundurowani, uzbrojeni, przygotowani na najgorsze. Nieśli trumnę całą drogę, zrobili szpaler przed wejściem do kościoła, przy grobie zmarłej oddali salwy honorowe.

6 maja 1945 roku w niedzielę Moskale znów zaatakowali Kuryłówkę. Mieszkańcy poukrywali się gdzie kto mógł. Kilka rodzin nasłuchiwało odgłosów wystrzałów padających od strony Kulna ukrywając się w domu Czapli z kamienicy. Była tam Emilia Szczęsna z dziećmi,  nauczycielka Różańska, która uczyła w Kuryłówce angielskiego, a mieszkała u Oleszkiewiczów, rodzina Feldmanów, Teresa Pająkowa.  Wieczorem, kiedy oddziały partyzanckie skierowały się w kierunku lasu córka Juliana Maryna z koleżanką Teresą Pająkową z ciekawością, a jednocześnie z narażeniem życia poleciały na plac Oleszkiewicza, gdzie stacjonowali Ukraińcy. W tym dni został zastrzelony Karol Kycia s. Jana i Anastazji Kuryło. Wywieziony w czasie II wojny światowej na roboty do Niemczech wrócił do domu, po to, aby zginąć z rąk Moskali.

Partyzanci dostali rozkaz, by się wycofać, nie mieli zaplecza, a obawiali się nalotów. Doradzili mieszkańcom ewakuację na jakiś czas w obawie przed możliwymi dalszymi walkami na terenie wsi. Jan Feldman z oddziału Radwana ostrzegł mieszkańców o przygotowywanym natarciu. Przygotowania do walki trwały całą noc. Kopano okopy, prowizoryczne bunkry. Osadzano w nich żołnierzy. W domach mieszkańców odbywały się narady wojenne, ukrywano broń i amunicję. Kuryłówka przypominała obóz warowny. Akcja zaczęła się o świcie.

Feldman zdołał ukryć w zielonym kufrze swój, jeszcze kawalerski płaszcz, chustę barankową, do walizki kilka sukienek córek, zimowe płaszcze. Nieco wcześniej ukryli w stajni pod słomą głowice maszyny do szycia, do piwnicy wrzucili jakieś kapy. Bronek Kostek, sekretarz Dwornik i Julian Feldman pojechali furmanką za San, schronili się u Adama Schönborna w Starym Mieście.

Marylka z Welców Karpińska żona granatowego policjanta z Sieniawy, która mieszkała na placu Pauliny Matuszowej załadowała do wózka dziecięcego jakieś ubrania, kilka rzeczy m. in. nakrycie stołowe i razem z Janiną Feldman ewakuowały się również do Starego Miasta, dołączyły do uciekinierów schronionych u Schönborna. Karpińska wiele razy spała u Feldmanów, ukrywając się przed Ukraińcami, przez których była kilkakrotnie obrabowana.

Żona Juliana Feldmana, Franciszka została na gospodarstwie doglądać bydła, lada moment krowa miała się ocielić. Ukrywała się razem z Pauliną Matuszową w pobliskich krzakach zarośniętych pokrzywami i od czasu do czasu w dogodnym momencie zachodziła do domu nakarmić bydło.

Ci, którzy ewakuowali się ze wsi, przedostawszy się promem do Starego Miasta i Leżajska oczekiwali na rozwój wydarzeń.

Bój pod Kuryłówką, 7 maja 1945 roku. Poniedziałek.

Oddział leśny "Radwana" ubezpieczał wieś przez całą noc, przyjął pierwsze uderzenie Rosjan od strony Kulna. Urządził zasadzkę wzdłuż wzniesienia przy szosie koło szkoły, ubezpieczał most na Sanie. Zagorzałe walki trwały do godzin popołudniowych. Walka dogorywała. Ciężko rannych przewieziono do szpitala w Jarosławiu.

           Janina Feldman pojechała do Dullowej, bo u Schönborna nie było tyle miejsca. W poniedziałek Ukraińcy z Rosjanami nie wszczynali walk, wieczorem przemaszerowali z Kuryłówki do Leżajska, aż pod sąd, a potem pojechali do Krzeszowa. Wydawało się, że walki zostały zakończone. Ludzie zaczęli powracać do domów.

Pękalowa, Cwikła wróciły. Feldman wrócił do domu, ale tylko po to, by zabrać pierzynę, bo u Schönborna nie było warunków do mieszkania.

8 maja 1945 roku. Wtorek. Imieniny Stanisława.

W odwecie 8 maja 1945 roku wojska sowieckie przy współudziale polskich sił bezpieczeństwa dokonały pacyfikacji Kuryłówki. Rosjanie zajęli szkołę i stamtąd ostrzeliwali. W cerkwi przebywali aresztowani mieszkańcy, którym nie udało się schronić przed Ukraińcami. Aresztowali Katarzynę Wilkową, ?

Wieś została doszczętnie spalona.  

Tym, którym udało się ewakuować do sąsiedniej wioski - do Starego Miasta udało się ocalić życie. Zostali ostrzeżeni przez partyzanckie oddziały Radwana o przygotowywanym natarciu i zdążyli się schronić. Ale niektórzy pozostali w domach. Zginęli tragicznie.

Spalili Mikołaja Bielaka i Buczka. Podobno służąca (Ruska), wydała Moskalom Mikołaja, zdradzając jego kryjówkę na strychu stajni. Moskale zabrali Mikołaja oraz jego sąsiada Buczka do lasu w okolicy Kulna-Naklika? Polali im wrzątkiem głowy i rozstrzelali w bestialski sposób.

Janina Feldman schroniła się u Dullów na ul. Sanowej w Leżajsku. Razem z Dullową rano poszły do klasztoru do spowiedzi. Jej drugi mąż Stanisław Cisek z Żołyni zginął na wojnie i ona co roku na Stanisława chodziła do klasztoru modlić się. Kiedy wróciły do domu, podczas śniadania zorientowały się, że coś się dzieje, jakiś ruch się zrobił wśród sąsiadów. Wyleciały na podwórze i dowiedziały się, że Kuryłówka się pali. Łuna palącej się wsi była widoczna w Leżajsku, oddalonym 7 km od Kuryłówki. 
Młodsza córka Feldmana Maryna była w szkole w Leżajsku i tam przebywała u ??

Żona Franciszka rano przyjechała po męża do Starego Miasta, bo jak się wydawało, skoro w poniedziałek walki ucichły, pora wracać do domu. Zdążyli jedynie dotrzeć do Sanu, gdy zobaczyli uciekających w popłochu ludzi z Kuryłówki. Była może godzina 9 rano, gdy zobaczyli łuny unoszące się nad Kuryłówką. Feldman zawrócił, a Feldmanowi z córką Maryną poleciały do Kuryłówki. Zastały płonące wszystkie zabudowania. Feldmanowi zdążyła jeszcze wygrzebać zakopane nadpalone maszyny do szycia. Dwie krowy przywiązane łańcuchami już dogorywały.

Sąsiad Julek Makara i Staszek Czapla spalili się żywcem w schronie piwnicy u Czapli. Franciszka Feldmanowa pomagała Maryni Makarowej wydobywać zaczadzone zwłoki. Stary Czapla z rozpaczy chodził po podwórzu między zgliszczami i zginął tragicznie, jakaś belka go przywaliła.  

W Księdze Zgonu ksiądz Kazimierz Węgłowski zapisał:
Julian Makara ur 28 marca 1907 syn Antoniego i Agnieszki Skiby, mąż Marii Gorący zmarł 8 maja 1945 roku. Jako przyczynę zgonu wpisał – udusił się w schronie podczas palenia Kuryłówki”. 

9 maja 1945 roku. Środa.

Ukraińcy jeszcze raz przyjechali palić dalszą część Kuryłówki. Spalili gminę i posterunek milicji. Wojna skończona, syreny wyły, Ukraińcy zaczęli się wycofywać i nie dokończyli niszczenia reszty wsi. Spalono 200 zabudowań gospodarskich. Rodzina Kyciów zdążyła pochować swojego syna zastrzelonego 6 maja, kiedy wróciła po pogrzebie do domu, zastała palące się swoje gospodarstwo.

Zginęli podczas tych kilkudniowych walk: Mikołaj Bielak s. Antoniego i Marii Koba, Buczko, Franciszek Josse, Julek Makara, Czapla Staszek, Karol Kycia, Goral i Michał Kostek s. Wojciecha i Rozalii Kuszaj. Stefka Krupowa została postrzelona.

9 maja Zośki Góralowej ojciec i Michał Kostek ojciec Milka ps. Maciek rozmawiali na błoniach, kiedy pojawili się Moskale. Próbowali się schować w ziemiance koło cerkwi, niestety Moskale dojrzeli ich. Postrzelili Kostka, a Górala, który wyszedł z ziemianki zabrali na posterunek i tam go zastrzelili. Milek Kostek zabrał ojca do lekarza w Leżajsku.

Ludzie pozostali bez środków do życia. Nie mogli liczyć na sąsiedzką pomoc, bo wszyscy mieszkańcy wsi dzielili taki sam tragiczny los. Z pomocą przychodzili im ludzie z sąsiednich wiosek, udzielając im dachu nad głową, do czasu odbudowania własnych domów.

Moi dziadkowie w Dniu Zwycięstwa stracili cały dobytek. Dziadek kiedy powrócił do domu zastał dogorywające bydło, w tym cielną krowę.

Mój dziadek przez wiele dni porządkował zgliszcza, zakopywał popalone bydło. Późnymi wieczorami wracał o głodzie, wyczerpany z sił do rodziny Ćwikłów, która go przygarnęła, ale która też nie miała go czym nakarmić. 
Dużą pomoc okazywała moim bliskim rodzina Pietrychów z Tarnawca, która rozumiejąc tragedię, zaświadczyła, że ‘prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie’.  
Trzeba było odbudować ze zgliszczy dom, stajnię, stodołę. 
Z pomocą materialną przyszedł Władek Horst, brat Maryni, który mieszkał w Hartfword. Przysłał  rodzinie paczkę z odzieżą, m.in. piękne futro. Sprzedano je za 10 tys. zł.
Kto zawiadomił pogorzelców Kuryłówki o tym, że Niemcy podpisały kapitulację? 
Czy 9 maja 1945 roku mieszkańcy Kuryłówki z ulgą przyjęli wiadomość o zakończeniu wojny i entuzjazmem świętowali Dzień Zwycięstwa?
Myślę, że dla nich ten dzień oznaczał rozpacz, tragedię, potrzebę odbudowy gospodarstw i nowy etap w życiu. 

*****

Córka Maria po wojnie wyjechała z p. Balawajdrową do Świdnicy, gdzie ukończyła szkołę handlową w 1949 r.

Zamiłowaniem Janiny było malarstwo. Nauki w tej dziedzinie udzielał jej Zośki Bielakowej wujek - ksiądz Michał Buniowski. Zarabiała malowaniem obrazów. Pieniądze były potrzebne na wykończenie domu. Namalowała wiele obrazów, które przez wiele lat były niedoceniane przez domowników. Jej obrazy zdobią ściany w wielu rodzinnych domach w Polsce i Ameryce.

15 października 1949 roku odbyło się wesele w rodzinie Feldmanów. Najstarsza córka Janina, poślubiła Antoniego Stankiewicza. Z tego związku urodziło się im 4 córki - Urszula, Irena, Anna i Jadwiga. Do 1955 roku mieszkaliśmy w Kuryłówce. Nasza skromna chałupka, bez wody, bez kanalizacji, była zawsze kwitnąca życiem, pełna dzieci, sąsiadów, gości.

Janina i Antoni mieli 10 wnuków - Kasię, Magdę, Małgosię, Jurka, Marcina, Tomka, Sylwię, Pawła, Piotrka i Anię. Mieli również 3 prawnuków - Maćka, Olę i Julię, Karola, Wiktora i Oliwera, ostatnio jeszcze Antosia i Jakuba. Mieszkali w Leżajsku

Marysia, po powrocie ze Świdnicy, w 1949 r podjęła pracę w księgowości w Mleczarni w Leżajsku, półtora roku pracowała w RPZB w Sarzynie (budowali Zakłady Chemiczne), 1,5 roku w Łańcucie, a na końcu, aż do emerytury w Leżajskiej Wytwórni Tytoniu Przemysłowego. Wyszła za mąż za Czesława Szamika . Ma dwoje dzieci: Lesława i Lucynę. Syn Wojtek zmarł parę dni po urodzeniu. Moja ciotka. Mieszka w Leżajsku. Jest matką chrzestną: Ireny Kostrzewy z d. Stankiewicz, Alicji Błońskiej z d. Skiba, Barbary Gut, córki Hanki Babiarzowej i Jadwigi Czapli z d. Stankiewicz.

 Pamiętam, jak zawsze rano w niedzielę golił się brzytwą, przeglądając się w niewielkim lusterku. Odświętnie ubrany szedł do kościoła, najczęściej na sumę. Zabierał mnie razem ze sobą. Lubiłam z nim chodzić do kościoła. Dziadek śpiewał w kościelnym chórze męskim. Do dzisiaj pamiętam pięknie brzmiące kościelne pieśni, przy akompaniamencie organów.

Dziadek Julian był lubianym "dziadkiem" chyba przez wszystkie okoliczne dzieciaki. Przesiadywał na ławce, w cieniu orzecha, a wokół niego gromadka dzieciaków, hałasowała niemiłosiernie. Był człowiekiem bardzo dobrym, szlachetnym i uczciwym. Pomimo biedy, jakiej doświadczył w życiu, emanowała z niego jakaś pozytywna energia, która miała na pewno wpływ na szczęśliwe małżeństwo.  Pogoda ducha, poczucie humoru, przysparzało mu wielu przyjaciół. Miał wielu chrześniaków m.in. Julka Skibę, Edka Maruszaka. Był świadkiem na ślubie Jana Romańczuka ze Stefanią Bielak.

Julian u Tyburczego nauczył się masarstwa. Tyburczy (wujek Józefa Szczęsnego), miał masarnię w Rynku. Serwował smaczne obiady, korzystając  z własnych wyrobów. Powracający z leżajskiego targu ludzie, często korzystali z jego kuchni. Marianna często pomagała im w kuchni. Nauczyła się gotować znakomite potrawy. Dziadek jeździł po dworach na świniobicie. Robił wspaniałe kiełbasy, kiszki, pasztetówki.  Za jego ciężką pracę, nie dostawał pieniędzy, płacono mu wyrobami, toteż nawet w najcięższych czasach, nie odczuwaliśmy biedy. W izdebce, pod powałą, o każdej porze roku, wisiały kiełbasy, szynki, boczki.

Dziadek był właścicielem czterech kółek. Nie był to jednak samochód, ale furmanka. Wczesnym rankiem zaprzęgał konia- piękną, narowistą Baśkę i z babcią wyjeżdżali w pole. W południe zjeżdżali na obiad, a po południu znowu wyjeżdżali ciężko pracować na roli. W życiu nie dorobili się niczego. Lubiłam spędzać wakacje u dziadków. Pasłam krowy, sprzątałam, zbierałam jajka z gniazd. W czasie żniw robiłam powrósła, znosiłam snopki. Jesienią, cała rodzina zjeżdżała do młocki. Do pomocy schodzili się sąsiedzi.

Na Wszystkich Świętych babcia obowiązkowo piekła duże bochny chleba, gotowała szwabskie pierogi. Dom zapełniał się nie tylko rodziną. Zjeżdżali się z całej Polski znajomi. Przy obiedzie rozpamiętywali o dawnych czasach, wspominali trudne, wspólnie przeżyte chwile.

Mój dziadek urodzony pod znakiem Wodnika był wspaniałym typem na idealnego małżonka. Łagodny, dobrotliwy, pogodnego ducha oraz bardzo towarzyski. Cechował go spokój, otwartość na towarzystwo, dobroduszność. Nigdy nie denerwował się. Nigdy nie używał wulgarnych słów. Mając dar umiejętnego współżycia, był mile widziany w towarzystwie.

Julian Feldman zmarł po ciężkiej, długoletniej chorobie w wigilię wigilii - 23.XII.1984 r.  Zmarł w Leżajsku, u córki Marii. Po śmierci przewieziono go, zgodnie z jego wolą do rodzinnego domu w Kuryłówce. Okres Świąt Bożego Narodzenia był przepełniony smutkiem i rozpaczą Rodziny i sąsiadów. Przychodzili licznie oddać hołd człowiekowi lubianemu przez całą Kuryłowską społeczność. Ksiądz miał piękne kazanie. Powiedział, że Julian przez 40 lat śpiewał w chórze kościelnym podczas pasterki, ale teraz Pan Bóg powołał go do chórów anielskich, aby tam, w niebie, w Boże Narodzenie śpiewał kolędy Panu Jezusowi.

Pochowany jest na Cmentarzu Parafialnym w Kuryłówce par. Tarnawiec, razem ze swoją żoną Franciszką. Leży tam również brat Juliana-  Franciszek.

Opracowała Anna Ordyczyńska

                        

Szukam wszystkich informacji (starych zdjęć , budynków, osób) o historii rodzin, które pochodzą z Fallbrunn (Padew), Dornbach (Tarnawiec), Kuryłówki,  Leżajsk, Miękisz Nowy,

Ich suche alle verfügbaren familiengeschichtlichen Informationen von Familien die aus Fallbrunn (Padew), Dornbach, Kuryłówka,  stammen und alte Bilder von Dornbach, Kuryłówka, von Gebäuden, Personen Milli, Feldman, Horst, usw.

Wiesz więcej? Prześlij proszę każdą uzupełniającą informację na adres: mailto:aordycz@gmail.com
Do you know more? Please, send every additional information to:
mailto:aordycz@gmail.com

 


                                             góra

Powrót do strony głównej

Data utworzenia: 2003-09-21    Data aktualizacji: 2016-02-18